poniedziałek, 17 listopada 2014

Niespodzianka (Aomine x Kagami)


-Kagami!!
- Co się drzesz?
-No bo ja już nie mogę – Podszedłem do niego oplatając go rękami w pasie.
- Zabierz te łapy – Powiedział Kagami odsuwając się ode mnie.
- O co ci znowu chodzi? – Usiadłem na krześle i patrzyłem na tyłek Kagamiego.
- O nic – Odpowiedział sarkastycznie, po czym wyszedł z kuchni. Poszedłem za nim i usiadłem obok niego na kanapie. Oglądał ten swój serial, nie chciałem mu przeszkadzać, więc położyłem mu się na kolanach. Obejrzałem fragment odcinka, ale był nudny i teraz patrzyłem na skupioną twarz Kagamiego
- Przestań się gapić – Powiedział ściągając moją głowę ze swoich kolan.
- Nie – Stanowczy będę, może to coś da.
- Co ty chcesz?!
- Kochać się – Położyłem rękę na jego udzie i lekko masowałem.
- Odwal się , Ahomine.
- Taiga, o co ci chodzi?  
- No przecież mówię, że o nic.
- Jakby nic się nie stało to byś się tak nie zachowywał.
- Aomine, jestem już zmęczony. Chodźmy już spać – Powiedział Kagami kierując się w stronę sypialni. Nasze rozmowy wyglądają właśnie tak. Trwa to już od dwóch tygodni. Ale tak kurwa być nie może. Jutro po pracy pokaże kto tu rządzi. Nie będzie mną nikt pomiatał.
                Następnego dnia wracając z pracy poszedłem do sklepu po kilka piw. A tu Kagami cieszy się do jakiegoś gościa. Kto to kurwa jest? Wyszedłem za nimi. Szli całkiem blisko siebie, a przecież na chodniku było całkiem sporo miejsca. Zaraz się pewnie za ręce złapią – pomyślałem zirytowany. Gdzie oni idą? Śledziłem ich nie wiedząc co dalej zrobić. Kagami w dalszym ciągu cieszył japę do tego czarnowłosego facia. Nagle nieznajomemu coś wypadło z kieszeni. Odwrócił się i schylił by to podnieść i zobaczyłem, że ten kutas ma taki naszyjnik z pierścionkiem jak Kagami. Co to kurna ma być?! Stanąłem jak wryty. Dlaczego? Dlaczego on ma takie coś? Otrząsnąłem się i dogoniłem ich. Właśnie wchodzi do jakiegoś bloku. Kagami? Ty mnie chyba nie zdradzasz, co? Byłem już tak wściekły, że nie wiedziałem co robić. Stałem koło tego bloku już z 10 min czekając, aż mój chłopak z niego wyjdzie. Chodziłem w tą i z powrotem. Ale nic. No kurw nic. Poszedłem do domu byłem pewien, że już mi piana z ryja kapała. Wszedłem do domu, przebrałem się w normalne ciuchy, wziąłem piwo, usiadłem przed telewizorem, włączając mecz koszykówki i spróbowałem zebrać myśli.
                Po godzinie usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi. Usiadłem i dopiłem 4 puszkę piwa
- Aomine? Gdzie jesteś? – Zapytał Kagami ściągając buty.
- W salonie. – Odpowiedziałem z zadziwiającym spokojem. Za chwilę przede mną stanął Kagami. Ja jebie co on ma na sobie. Nie mówcie, że się puszcza za pieniądze. Uśmiechnął się szeroko, pokazując swoje równe, białe zęby. No i z czego się cieszysz, że mi dupę obrabiasz?
- Chodź ze mną na chwilę do kuchni. – Powiedział, po czym pociągnął mnie za rękę prowadząc do kuchni – Zamknij oczy. – Co się dzieję? Czego mam je zamknąć? Popatrzyłem na niego niepewnie. – No zamknij – Zamknąłem i zaraz byliśmy już w kuchni. – Możesz otworzyć – Gdy otworzyłem, zobaczyłem na stole wielki trzypiętrowy tort – Wszystkiego najlepszego Daiki. – Powiedział i pocałował mnie lekko w policzek. Natychmiast się od niego odsunąłem. Jego mina zrzedła. – Coś się stało?
- Co to jest?
- Jak to co? Tort. Przecież masz dzisiaj urodziny. Zapomniałeś o własnych urodzinach?- Zapytał z lekką kpiną w głosie.
- Po co mi to dajesz?
- Nie cieszysz się? Zrobiłem to dla ciebie. Trochę pomógł mi przyjaciel. Ale użyczył mi tylko miejsca do pracy. Chciałem ci zrobić niespodziankę.
- Przyjaciel? – Zapytałem, zastanawiając się czy to ten sam gość z którym dzisiaj był.
- No, jesteśmy przyjaciółmi od dziecka. Byłem właśnie  niego i kończyłem przygotowywać tort. Ale chyba ci się nie podoba. Nie wiedziałem co mam ci kupić, przepraszam.
Nie , podoba mi się. Dziękuję. – Powiedziałem z lekką ulgą. Czyli jednak mnie nie zdradza? Ale ze mnie debil. Przecież tu nawet nic by na to nie wskazywało. Jakby teraz się temu przyjrzeć to faktycznie zachowywali się jak przyjaciele. No a co z tymi ubraniami? – Skąd masz te ciuchy?
- Himuro mi je pożyczył, bo jak dokonywałem ostatnich poprawek przy torcie to strasznie się poplamiłem. – Co za ulga. – Przepraszam, następnym razem kupie ci coś co ci się spodoba. – Powiedział ze smutną miną siadając na krześle i przyglądając się ciastu.
- Kagami, wstań. – Powiedziałem uśmiechając się lekko. Grzecznie wykonał polecenie. Podszedłem do niego i pocałowałem. Najpierw lekko muskałem jego usta swoimi. Potem zmienił się on w mokry pocałunek. Pieściłem jego podniebienie językiem i delikatnie gładziłem ręką po plecach.
- Chodźmy do sypialni – Powiedziałem między pocałunkami.
- Mhm… - Wymruczał mi w usta.
Weszliśmy do sypialni. Momentalnie popchnąłem Kagamiego na łóżko i usiadłem mu na biodrach. Zacząłem go łapczywie całować. Muskałem dłońmi jego brzuch i klatkę piersiową, ściągając powoli jego koszulkę. Oderwałem się od niego pozbywając się górnej części ubrania, zdejmując także swoją. Przyczepiłem się do jego szyi całując i przygryzając na zmianę. Zostawiłem dwie malinki, które na pewno go zdenerwują. Całowałem go po torsie, zatrzymując się na lewym sutku. Lizałem, ssałem, przygryzałem, a prawy ugniatałem palcami. Kagami coraz głośniej sapał. Popatrzyłem na jego twarz, była cała zarumieniona. Coraz bardziej mnie to podniecało. Szybkim ruchem ściągnąłem z nas spodnie i bieliznę. Wziąłem w dłoń jego twardego członka i zacząłem nią poruszać w górę i w dół. Jęczał coraz głośniej. Boże, przestań bo dojdę od samego słuchania i patrzenia na ciebie. Wyciągnąłem z szafki buteleczkę lubrykantu i wylałem sobie trochę na palce. Włożyłem w niego środkowy palec i zacząłem nim kręcić, poruszać i uginać.
- Powiedz jak będziesz gotowy – Poprosiłem całując go w usta.
- Yhy.. – Wyjęczał Kagami uśmiechając się lekko.
Dołożyłem kolejny palec i dalej poruszałem nimi we wnętrzu mojego chłopaka. Kagami jęczał i sapał. Kiedy szturchałem jego najwrażliwszy punkt, krzyczał. Myślałem, że zaraz wybuchnę. Chciałem w niego już wejść i penetrować go od środka. Kiedy dołożyłem trzeci palec Taiga syknął z bólu No nie dziwię się, nie robiliśmy tego ponad dwa tygodnie. Kontynuowałem przygotowania, czekając na pozwolenie.
- Ao… Aomine już możesz. – Wykrztusił w trudem Kagami. No kurwa nareszcie.
Wziąłem ponownie lubrykant i wylałem trochę na dłoń, następnie rozprowadzając po swoim sterczącym i pulsującym penisie. Na
kierowałem główkę penisa na jego wyjście i zacząłem powoli w niego wchodzić. W oczach Taigi pojawiły się łzy. Pocałowałem go, by odwrócić jego uwagę od bólu. Kiedy w niego wszedłem poczekałem chwilę niech się przyzwyczai. Jego wnętrze było ciasne, mokre i ciepłe, myślałem, że jestem w raju. Poruszył biodrami na znak, że już mogę zacząć się poruszać. Wychodziłem i wchodziłem w niego raz za razem. Robiłem to powoli i lekko. Chciałem się z nim trochę podrażnić. Wiedziałem, że trudno mu będzie prosić o szybsze tempo.
- Aomine? – Wyjęczał mi w ucho Taiga.
- Hmm? – Zapytałem uśmiechając się do siebie.
- Nienawidzę cię. – Powiedział wbijając paznokcie w moje ramiona. Śmiałem się w duchu powstrzymując się od prychnięcia. Nie zmieniłem tempa. Pchnięcia dalej były wolne i płytkie.
- Aomine... Szy… Szybciej. – I na to czekałem, bo już sam się powstrzymywałem. Przyśpieszyłem. Poruszałem biodrami szybko i celnie, uderzając w prostatę. Kagami jęczał, krzyczał i wił się pode mną. Wbijając coraz mocniej paznokcie w moje plecy. Czułem, że zaraz dozna spełnienia. I nie pomyliłem się, po dwóch pchnięciach doszedł z głośnym krzykiem. Po chwili również w nim doszedłem. Podtrzymując się resztkami sił na rękach, odepchnąłem się i upadłem obok niego. Wtulił się we mnie, układając głowę w zagłębieniu szyi.
- Dziękuje za prezent. – Wymruczałem mi do ucha.
- Za który prezent? – Zapytał podnosząc głowę i uśmiechając się lekko.
- Za oba – odpowiedziałem całując go w czoło.
- Wiesz, że będziemy musieli zjeść  ten tort – powiedział Kagami.
- Wiem, ale to jutro. A teraz śpij – powiedziałem przykrywając nas kołdrą i wtulając się w niego jeszcze mocniej .
- Kocham cię Aomine
- Tak, ja ciebie też.

wtorek, 4 listopada 2014

Gotujemy obiadek (Kagami x Kuroko)

                                                         Trening kończył się 30 min temu. Wracam teraz z Kagamim do jego domu. Zaprosił mnie dzisiaj do siebie. Wstąpiliśmy po drodze do sklepu po składniki na obiad. Kiedy byliśmy już w jego mieszkaniu, Kagami zapytał:
- Kuroko pomożesz mi przygotować obiad?
- Ale ja nie bardzo wiem co robić – odparłem nieśmiało.
- Umiesz kroić  warzywa? – zapytał wyciągając potrzebne rzeczy na stół.
- Yhym… - mruknąłem.
- To wystarczy. Ja zajmę się resztą – powiedział uśmiechając się do mnie.
                                                         Jak ja kocham jego uśmiech. Zawsze ślicznie się uśmiecha. Dzięki takiemu małemu gestowi czuję się niezmiernie szczęśliwy. Zakochałem się w Kagamim. Mogę powiedzieć to już bez żadnych niepewności. Jeszcze 3 miesiące temu nie byłem tego taki pewny. Czułem już wtedy coś do niego, ale nie wiedziałem dokładnie co. Chciałbym mu to powiedzieć, ale jak każdy, boję się odrzucenia i nie chcę stracić tego co mam teraz. Czyli jego przyjaźni, mogę z nim porozmawiać na prawię każdy temat i mogę być z nim codziennie.
- Kuroko! – usłyszałem i wyrwałem się z moich rozmyślań.
- Tak? – zapytałem.
- Słuchasz mnie? Już od kilku minut do ciebie mówię – powiedział Kagami myjąc ręce. Zrobiłem od razu to samo.
- Przepraszam, zamyśliłem się. To co mówiłeś?
- Eh, nieważne – westchnął Kagami. – Umyj i pokrój warzywa, a ja zacznę od ryżu.
- Ok. – odpowiedziałem uśmiechając się. Kagami włączył płytę swojego ulubionego zespołu, po chwili z głośników zaczęła lecieć muzyka. Ja przy muzyce nie bardzo umiem się skupić, ale skoro Kagamiemu tak jest lepiej i mnie to odpowiada. Kidy już kończyłem kroić, rozciąłem sobie palec.
- Ałaa… - krzyknąłem widząc jak krew zaczyna kapać na blat. Kagami momentalnie znalazł się przy mnie łapiąc mnie za rękę i wkładając zraniony palec do buzi. Po chwili spojrzał na mnie i oderwał się, odwracając się.
- Przepraszam, mam taki nawyk – powiedział stojąc do mnie plecami.
- Nic się nie stało – odparłem rumieniąc się. – Masz wodę utlenioną i plastry?
- Tak, chodź do łazienki. – Skierowaliśmy się do łazienki. Kagami powyłączał wszystkie palniki na których coś się gotowało.
                                                         W łazience zacząłem szarpać się z nakrętką, ale Kagami odkręcił buteleczkę i starannie opatrzył mi ranę. Wróciliśmy do kuchni i kontynuowaliśmy gotowanie. Taiga kończył doprawiać potrawy, a ja zająłem się nakrywaniem do stołu. Starałem się ustawiać sztućce tak by być blisko Kagamiego. Po dziesięciu minutach spożywaliśmy posiłek. Smakowałem każdą potrawę każdą potrawę, delektując się smakiem. Obiad był pyszny. Lekko pikantny i słony, a zarazem słodki. Jedliśmy w milczeniu, aż wreszcie ciszę przerwał Kagami.
- Smakuję ci? – zapytał.
- Tak, jest świetne – odparłem, wkładając sobie warzywo do buzi.
- To dobrze. Starałem się, żeby ci spakowało.
- Dlaczego? – zapytałem.
- Uśmiechasz się gdy jesz coś dobrego. Lubię ten twój uśmiech i chciałem go zobaczyć – powiedział, wiercąc się na krześle i uśmiechając lekko.
- Dzi… Dzięki – odpowiedziałem. Czułem, że policzki palą mnie żywym ogniem. To co powiedział Kagami tak mnie uszczęśliwiło, że mógłbym już wąchać kwitki od spodu. Odwróciłem głowę, tak by na niego nie patrzeć i wtedy usłyszałem:
- Jest ktoś kogo lubisz?
- Yyy… Tak – wyjąkałem, nadal na niego nie patrząc.
- Serio? Kto to jest? – zapytał, przysuwając się bliżej.
- To nie twoja sprawa.
- No powiedz, proszę, mnie możesz powiedzieć. – Właśnie dlatego, że to ty ci tego nie powiem – pomyślałem.
- Może kiedyś ci powiem, ale nie dzisiaj – powiedziałem i zjadłem ostatni kęs dzisiejszego obiadu.
- Jak uważasz. Chodź posprzątamy – zaproponował, wkładając swój talerz do zlewu. Zaczęliśmy sprzątać i myć naczynia. Ja zmywałem, a Kagami wycierał i wkładał je do szafek. Poszło nam to w miarę szybko.
- Co chcesz teraz robić – zapytał, gdy szliśmy do salonu.
- Nie wiem, ty coś zaproponuj.
- Dobra, to chodź w coś zagramy. – Weszliśmy i usiedliśmy na podłodze przed telewizorem. Kagami włączył konsolę i zaczęliśmy grać.
- Wybrałeś „opcja mistrz”? – zapytałem zdziwiony.
- Jestem w tym najlepszy, chcesz się przekonać? – zapytał dumnie.
- Dawaj – odparłem prowokująco, bo nie jestem w tej grze najgorszy. Graliśmy ponad 2 godziny, Kagami wygrywał raz za razem, aż w końcu:
- Nieźle ci szło mistrzu – powiedziałem wygrywając ostatnią rundę.
- Zamknij się – burknął obrażony.
- Oj, nie obrażaj się – powiedziałem, klepiąc go po plecach.
- Nie obrażam się tylko jest mi trochę wstyd.
- Dlaczego?
- Przegrałem z osobą, która nawet nie gra w gry – odparł Kagami, chowając twarz w dłoniach.
- Powiedzieć ci coś – zapytałem kucając przy nim.
- Co? – warknął, patrząc mi prosto w oczy.
- Oprócz książek, mam w domu niezłą kolekcję gier. – Uśmiechnąłem się i usiadłem na kanapie. Jego mina była porostu przekomiczna. Przyglądał mi się z szeroko wytrzeszczonymi oczami i otwartą buzią. – Jak chcesz mogę ci je kiedyś pokazać. Może nie jestem tak dobry jak ty, ale coś mi jednak wychodzi.
- Nie gadaj – odparł zszokowany Kagami.
- Nie wierzysz mi?
- Zgadnij.
- Ok, jak następnym razem będziemy u mnie to ci wszystko pokażę.
- Dobra, dobra. Następnym razem na pewno nie dam ci wygrać – powiedział, przysiadając się do mnie.
- Powodzenia – mruknąłem do siebie, uśmiechając się.
- Co ty powiedziałeś? – zapytał patrząc na mnie dziwnym wzrokiem.
- N… Nic – wyjąkałem.
- Pytam jeszcze raz, co powiedziałeś?
- No nic – odpowiedziałem, odsuwając się od niego.
                                                         Naskoczył na mnie i zaczął mnie łaskotać, wpychając mi palce między żebra. Szarpałem i kopałem we wszystkie strony, ale on nie przestawał. Zacząłem wyrywać się jeszcze mocniej i, jakim cudem, zrzuciłem go na podłogę. Szybko zeskoczyłem z kanapy z zamiarem ucieczki, ale Kagami był szybszy. Złapał mnie za lewą kostkę i powalił na podłogę. Przygniótł mnie swoim ciałem i docisnął swoje nadgarstki do podłogi.
- Dokąd to się wybieramy? – zapytał, patrząc mi w oczy.
- Dobra, poddaję się – powiedziałem z westchnieniem.
- No i o to mi chodziło – parsknął z zadowoleniem.
                                                         Patrzyliśmy sobie w oczy przez dłuższa chwilę, Kagami nie zamierzał mnie puścić. Trochę się przestraszyłem i znów zacząłem się lekko wyrywać, ale on tylko wzmocnił uścisk.
- Też mam kogoś kogo lubię – powiedział pochylając się nade mną jeszcze bardziej. Czułem na policzku jego gorący oddech i momentalnie się zarumieniłem. To co powiedział trochę mnie zabolało. W głębi serca miałem nadzieję, że Kagami odwzajemni moje uczucie. W dalszym ciągu patrzyliśmy sobie w oczy. Wyczekiwałem dalszej części wypowiedzi. – Ta osoba leży tu teraz pode mną – usłyszałem.
- Co? – zapytałem zaskoczony. Kagami uśmiechnął się i powiedział:
- Lubię cię, Kuroko. Wiem, że to cię może wydawać dziwne, ale ja lubię cie i to bardzo.
                                                         Puścił moje nadgarstki i już miał wstawać, kiedy złapałem go za koszulę i przysunąłem moje wargi do jego. Pocałunek nie trwał długo. Odsunąłem się i popatrzyłem na Kagamiego. Oczy miał szeroko otwarte z powiększonymi źrenicami. Na jego twarz można było dostrzec niewielki rumieniec, który nabierał intensywności z każdą sekundą. Przyglądałem się jego zszokowanej twarzy zbierałem w sobie odwagę.
- J… Ja też cię lu… Lubię – wyjąkałem odwracając głowę. Naglę zrobiło mi się gorąco. Kagami przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił. Siedzieliśmy w milczeniu i rozkoszowaliśmy się swoim ciepłem. Wziął w dłonie moją twarz i gładził kciukami moje policzki. Patrzył mi w oczy i złożył na moich ustach delikatny pocałunek. Chciałem go odwzajemnić, ale Kagami znów mnie przytulił, ale tym razem mocniej.
- Emm… Nie mogę oddychać – powiedziałem, chichocząc.                  
- Przepraszam – odparł i rozluźnił uścisk. Odsunął się i zobaczyłem, że ma mokre policzki, a z oczu wypływaj kolejne łzy.
- Co się stało? – zapytałem zmartwiony.
- Jestem taki szczęśliwy – powiedział i uśmiechnął się. Tym razem to ja uściskałem, a on szybko znowu mnie pocałował, ale teraz pocałunek był pełen miłości i namiętności. Wsunął powoli swój język do moich ust i badał nim moje podniebienie. Byłem tak szczęśliwy, że chciałbym aby ta chwila trwała wiecznie, ale przerwał nam dzwonek telefonu. Sięgnąłem po komórkę i odebrałem połączenie.
- Tetsuya, gdzie ty jesteś? Wiesz która jest godzina? – Spojrzałem na zegarek było po jedenastej. – Masz wracać do domu.
- Dobrze mamo, już idę. Jestem u Kagamiego. Będę za 20 minut – powiedziałem i rozłączyłem się.
- Muszę już iść – zwróciłem się do Kagamiego.
- Szkoda – mruknął zawiedziony. – Odprowadzić cię?
- Nie trzeba – odparłem i ubrałem bluzę. Poszliśmy no korytarz. Nałożyłem buty i kurtkę. – No to cześć – powiedziałem odwracając się w stronę drzwi.
- Cześć – powiedział i odwrócił mnie w swoją stronę. Pocałował mnie szybko i szepną do ucha. – Dokończymy innym razem. – Zarumieniłem się, ale odpowiedziałem:
- Mam nadzieje – powiedziałem, naciskając klamkę.
- Ja też – odpowiedział, szczerząc się. Kiedy zamykałem drzwi, usłyszałem ciche „ Kocham cię”. Ja też cię kocham – pomyślałem i uśmiechnąłem się sam do siebie.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Witam! Jestem nowa, co widać po stylu pisania. To jest moje pierwsze opowiadanie yaoi. Zaczęłam się tym interesować z 4 miesiące temu. Czytałam opowiadania i pomyślałam" To musi być fajne, skoro tyle osób pisze takie teksty. Może też spróbuję?" Tak właśnie zaczęłam pisać. Mój styl pisania nie jest znakomity, można powiedzieć, że jest na poziomie zerowym, ale postaram się go udoskonalić. Błędy oczywiście są i pewnie są widoczne dla was gołym okiem. Ja jakoś za każdym razem jak sprawdzałam ten shocik to nie mogłam się ich doszukać. Pewnie dlatego, że sama to pisałam. ;)