środa, 17 grudnia 2014

Czas na naukę

Jego czarne oczy obserwują mnie już od momentu, gdy pojawiłem się w tej szkolę. Gary, mój przyjaciel, powiedział, że w jego czach widać tylko nienawiść i obrzydzenie. Zastanawiałem się czy tylko mnie obdarowywał takim spojrzeniem. Nie znalazłem jednak odpowiedzi. Jest on raczej typem samotnika. Od razu po lekcjach wraca do domu. Z nikim nie rozmawia. Na przerwach siedzi sam, obok wielkiego drzewa. Jest także bardzo przystojny i podoba się wielu dziewczynom. Z tego co wiem, odtrąca każdą. Jego szkliste, czarne oczy, których tak nienawidzę, jego czarne zadbane włosy i wspaniale wyrzeźbione ciało. Nie dziwię się, że podoba się większości dziewczyn w naszej szkolę. A ja? Scot Nelson, 168cm wzrostu, chudy jak szczapa. Brązowe, czarne, blond włosy? Sam nie wiem jaki to kolor, ale wydaję mi się, że takie mieszane. Więc wychodzi na to, że jestem szatynem. Mięśnie mogę sobie tylko wyobrazić. Chodziłem kiedyś przez 4 miesiące na siłownie, nie było widać efektów to dałem sobie z tym spokój. Nie jestem wytrwałą osobą. Nie mam do niczego cierpliwości i często się denerwuję. Za to nie narzekam na moje oczy. Nie są czarne, ale są błękitne i turkusowe. Na krawędziach można dostrzec brąz. Nie zwracałem na to uwagi, aż Gary mi o tym powiedział.
- Heej!! Słuchasz mnie?
- Sorry, zamyśliłem się. Mówiłeś coś?
- Eh… Nieważne. O czym myślałeś? Jak bardzo Jessy  cię nienawidzi? Patrzyłeś na niego takim dziwnym wzrokiem.
- Nie, zastanawiałem się, czy ja jestem, aż tak brzydki?
- Czemu tak uważasz?
- Bo Jessiego lubi większość dziewczyn.
- Haha… Jakie ty masz problemy, daj spokój. Dobra kończ już jeść, bo zaraz zaczynają się lekcję.
- Ok., ja już pójdę. Muszę jeszcze iść do pokoju nauczycielskiego. Powiedzieli, że mam przyjść w porze lunchu.
Zapukałem do drzwi, ale nikt nie odpowiadał, zapukałem jeszcze raz, ale tym razem mocniej.
- Potrzebujesz czegoś – odezwał się głos za moimi plecami.
- Yyy… Tak, pan Wilson powiedział, że mam tu przyjść jak zjem lunch.
- Dobrze, wejdź i poczekaj na niego. Powinien zaraz przyjść, bo kończył sprawdzać sprawdziany – powiedział pan Moore lekko się uśmiechając. Nauczyciel literatury poszedł dalej. Wszedłem do pokoju i usiadłem na najbliżej stojącym krześle. Po 5 min drzwi otworzyły się i stanął w nich pan Wilson.
- Ooo… Scot już jesteś? Przepraszam, że musiałeś czekać.
- Nie, nic się nie stało – powiedziałem wstając i podchodząc do nauczyciela.
- Chciałem z tobą porozmawiać. Chyba dobrze wiesz o czym.
- Domyślam się. – Wiedziałem, znowu źle mi poszedł ten sprawdzian. Głupia matma. Tego przedmiotu nie da się zrozumieć.
- Nie dostałeś pozytywnej oceny z tego testu. Wiem, że nie idzie ci na moich lekcjach, dlatego wmyśliłem, że będziesz miał korepetycję. Znalazłem ucznia, który będzie ci tych korepetycji udzielał.
- Co ma mnie uczyć jakiś uczeń? Przecież ja mogę poszukać jakiegoś dobrego korepetytora.
- Nie ma takiej potrzeby. Ten uczeń ma bardzo dobre wyniki w nauce i chętnie ci pomoże.
- Mogę wiedzieć kto to taki?
- Jessy Colin. – Co kurwa?! Ma mnie uczyć ten gościu, który chcę mnie zabić? No to, kurwa zajebiście, lepiej być nie może. - Będzie w sali 27. Macie się tam spotkać po lekcjach i omówić godzinę i dni spotkań. Nauka ma się odbywać dwa dni w tygodniu przez, co najmniej, dwie godziny. Kiedy i gdzie to już sami ustalicie.
- Nie może to być ktoś inny – zapytałem z nadzieją, że może zmieni zdanie.
- Nie, nie może. A teraz możesz już wyjść – powiedział podchodząc do stołu ze stosem papierów i zaczął coś w nich sprawdzać. Zdenerwowany wyszedłem z pokoju nauczycielskiego i poszedłem na dach, aby trochę ochłonąć.

Po lekcjach czekałem na Jessiego. Spóźniał się już 20 min. Miałem dość. Kiedy na korytarzu usłyszałem kroki, do klasy wszedł mój korepetytor.  Miał granatową koszulkę, czarne jeansy i okulary? Czy on kiedykolwiek nosił okulary?
- Cześć – przywitałem się.
- Cześć – odpowiedział chłodno, nie patrząc w moją stronę. Trochę niezręcznie się zrobiło. Jak mam zacząć rozmawiać? Może on by zaczął. – Jak wiesz, mam cię uczyć z matematyki i wcale nie jestem z tego zadowolony, ale jak mam najlepsze wyniki w całej szkole, to nie wypada odmówić. Mnie najbardziej odpowiadały dni środa i czwartek. – Słuchałem go uważnie i przytakiwałem. „ Nie jest z tego zadowolony.” A weź się kurde wypchaj.
- Przepraszam, ale w środy nie mogę. Moglibyśmy przełożyć to na piątek? – zapytałem zmuszając się do uśmiechu.
- W piątki mogę tylko wieczorem. I trochę nie chcę mi się do ciebie przychodzić o późnej porze – powiedział siadając na jednym z krzeseł i patrząc na mnie z pogardą.
- Dobrze, wtedy ja przyjdę do ciebie. Może być? – Już się trochę zacząłem denerwować, ale nie dałem po sobie tego poznać.
- Ok, a w czwartki ja będę przychodził do ciebie. – uważnie na mnie patrzył tymi swoimi nienawistnymi oczami.
- Dobra, tylko o której godzinie? W czwartek do 15 nie mogę.
- Ja w czwartek mogę przez cały dzień. Więc może 16?
- Pasuję, a w piątek?
- To trochę późno, ale mogę tylko od 19. – Rzeczywiście późno, ale co tam, im szybciej się nauczę to prędzej się go pozbędę.
- To jesteśmy umówieni?
- Taa… - dodał ociężale, przewracając oczami. Wstał z krzesła i wyszedł z klasy. Zabrałem swoją torbe i poszedłem do domu.

Po drodze do domu wstąpiłem do sklepu. Kupiłem owoce, uwielbiam zjeść kilka owocków wieczorem, oglądając jakiś film. Teraz wziąłem 2 jabłka, kiwi i pudełko malin. Kocham maliny, mógłbym je jeść codziennie, ale niestety nie mam tylu funduszy. Wróciłem do domu i skierowałem się w stronę mojego pokoju, ale zatrzymała mnie mama. Stała na dolę schodów z niezadowoloną miną.
- Coś się stało, mamo – zapytałem schodząc na dół i stając obok niej.
- Tak, stało się. Dlaczego masz takie słabe oceny? – Zrobiła się czerwona, tak się działo gdy się denerwowała.
- Tak, wiem że nie są takie jakie być powinny, ale się poprawię. – Próbowałem ją uspokoić.
- Zawsze mówisz, że cos poprawisz. Niestety nie widzę efektów.
- Nauczyciel załatwił mi korepetycję. Kolega z klasy będzie mi pomagał. Będzie tu przychodził w czwartki, a ja do niego mam chodzić w piątki. Nic się mamo nie martw.
- skąd mogę wiedzieć, że to coś da?
- To najlepszy uczeń w szkolę. To musi coś dać – powiedziałem, gładząc uspokajająco jej ramię. 
 - Mam nadzieję, że sobie poradzisz.
- Na pewno – uśmiechnąłem się do niej i pobiegłem do swojego pokoju.
Byłem tak zmęczony, że najchętniej położyłbym się już spać. Poszedłem do łazienki i wziąłem szybki prysznic. Wracając usłyszałem śmiechy. Zszedłem po cichu na dół i zobaczyłem jak mama z tatą przytulają się, oglądając jakąś komedię. Uśmiechnąłem się sam do siebie i poszedłem spać.

Następnego dnia wstałem wcześnie. Szybko się ubrałem, zjadłem śniadanie i umyłem twarz i zęby. Już miałem wychodzić do szkoły, kiedy przypomniałem sobie, że dziś jest czwartek. Jessy pewnie przyjdzie do mnie po lekcjach, a ja mam w pokoju straszny bajzel. Zacząłem sprzątać upychając wszystko do szafek. Kiedy skończyłem, wszystko wyglądało w miarę w porządku. Idąc do szkoły spotkałem Garego, jak zwykle wesołego.
- Cześć – krzyknął, podbiegając do mnie.
- Cześć.
- Co tam? – zapytał, bo zauważył moją przygnębioną minę.
- Do dupy. Mam mieć dziś korki z matmy. Zgadnij z kim.
- Z panem Wilsonem – zapytał będąc tego pewien , bo jemu on udzielał dodatkowych lekcji.
- Zgaduj dalej  - odparłem trochę zirytowany tym, że mnie musi uczyć ktoś inny.
- Yyy… Nie wiem, nie znam nikogo innego kto by się do tego nadawał.
- Jessy Colin – poinformowałem i przyśpieszyłem kroku. Gary zaśmiał się.
- Nie żartuj. Chcę wiedzieć kto cię będzie uczył, więc?
- Czy wyglądam jakbym z tego żartował – odwróciłem się do niego zdenerwowany.
- Uspokój się. Jakoś sobie poradzisz. Przecież cię nie zje. – Podszedł do mnie i poklepał po plecach. – Chyba – mruknął.
- Pośpieszmy się, bo się spóźnimy.
Przez resztę drogi szliśmy w milczeniu. Na pierwszej lekcji miałem angielski. Nawet lubię ten przedmiot, więc na nim najczęściej uważam. Następnie miałem literaturę i kolejne nudne lekcję. W czasie lunchu poszedłem na dach. Chciałem zjeść swój posiłek na świeżym powietrzu. Usiadłem i parłem się o ścianę. Chwilę potem ktoś stanął przede mną. Miał na sobie czarne buty i czarne spodnie. Podniosłem wzrok do góry i zobaczyłem twarz Jessiego.
- Siema – powiedział chłodno.
- Cześć. Potrzebujesz czegoś? – zapytałem biorąc się za jedzenie.
- Taa… Chciałem zapytać, czy pójdziemy do twojego domu razem po lekcjach, bo nie wiem gdzie  mieszkasz.
- Ok., nie ma problemu – odparłem przeżuwając mój lunch.
- Spotkajmy się obok bramy.
- Będziesz musiał poczekać parę minut.
- Co? Gdzie się będziesz włóczył?! Myślisz, że mi się na ciebie czekać?! To są twoje korepetycję. Nie muszę cie uczyć! – krzyknął zdenerwowany i i zaczął patrzeć na mnie z jeszcze większym mordem w oczach niż zwykle.
- Nie musisz tak krzyczeć. Postaram się być jak najszybciej. Jestem ci wdzięczny, że będziesz mnie mi pomagał w nauce. Mam jeszcze coś do załatwienia po lekcjach.
- Jeny, jak ty mnie zawsze denerwujesz. – Odsapnął odwracając się do mnie plecami.
- No przepraszam, że jestem takim irytującym bez mózgiem! – krzyknąłem wstając i zbierając puste pudełko po jedzeniu.
- Nie przeginaj! Będę czekał na ciebie  minut i ani minuty dłużej.
- Dlaczego muszę się z tobą użerać? – burknąłem sam do siebie, ale on to usłyszał.
- Jak ci to kurwa nie pasuję, to możesz iść i się poskarżyć nauczycielowi, pacanie! – krzyknął, oddalając się w stronę drzwi.
- Proszę poczekaj na mnie po lekcjach przed bramą – powiedziałem głośniej, aby zagłuszyć skrzypiące drzwi.



czwartek, 4 grudnia 2014

Okulary (Shizuo x Izaya)


Gdzie one są?! Gdzie one są?! Shizuo Heiwajima krzątał się po swoim mieszkaniu w poszukiwaniu swoich okularów. Poprzewracał prawie wszystkie meble, jakie tam stały. Zaglądał nawet do lodówki i kosza na śmieci. Szukał w pralce i sprawdził czy tam nie ma jego okularów w jedynym kwiatku, jaki miał, wysypując z niego ziemię. Ale nigdzie ich nie było. Shizuo miał ochotę powywracać wszystkie znaki  w Ikebukuro i władować je w swoje wroga numer 1 Izaye Orihare. Zdenerwowany wyszedł z mieszkania. Szedł ulicami dzielnicy Tokio, przeklinając po d nosem. Rzadko wychodził do pracy bez okularów, ale dzisiaj nie miał wyjścia. Po pracy poszedł z Tomem do baru z sushi. W progu przywitał ich Simon.
- Oo… Witajcie. Zjecie sushi? Sushi dobre. – przywitał się.
- Zjem otoro – odparł  Shizuo.
- Ja też poproszę – powiedział Tom.
Weszli do restauracji i usiedli przy stoliku obok okna. Po 30 minutach już mieli wychodzić, kiedy nad głowami usłyszeli znajomy głos.
- Cześć, Shizu-chan, jak ci minął poranek – zapytał, uśmiechając się.
- Co ty tu robisz, mendo – zapytał zirytowany blondyn.
- Chciałem się tylko dowiedzieć, czy czegoś nie zgubiłeś – zaśmiał się. Heiwajima od razu wiedział, o co chodzi. Wstał i złapał Izaye za kurtkę.
- Ej, uważaj na futerko – krzyknął brunet, dalej uśmiechając się tym swoim chytrym uśmiechem.
- Oddawaj moje okulary – warknął Shizuo.
- A kto powiedział, że ja mam twoje okulary – mówiąc to próbował się wyrwać z uścisku blondyna.
- Izaya! Ty mendo! Nie pogrywaj sobie ze mną – Krzyknął i rzucił nim o ścianę.
- Ała. To bolało Shizu-chan – powiedział masując sobie lewe ramię. – Zagrajmy w pewną grę. Jeśli wygrasz, okulary będą twoje, a jeżeli ja, to zrobisz, co zechcę.
- Chyba, kurna, żartujesz. Nie mam zamiaru bawić się z tobą w jakieś głupie zabawy. A teraz oddaj to co należy do mnie.
- Shizu-chan, nie denerwuj się tak. Jeżeli znajdziesz okulary przed 18, są twoje. Masz 5 godzin. Ukryłem je w oczywistym miejscu – powiedział, wychodząc z restauracji, uśmiechając się złowieszczo. Shizuo wybiegł za nim, ale już go nie zobaczył. Wrócił do swojego stolika.
- Wybacz Tom, ale idę poszukać mojego skarbu – oznajmił blondyn.
W oczywistym miejscu. Gdzie ta pijawka mogła je schować – myślał zirytowany. Na początku poszedł do parku i zaczął przeszukiwać wszystkie ławki i pod nimi. Słyszał szepty o jego osobie, ale zbytnio się tym nie przejmował. Przeszukał wszystkie drzewa i fontannę. Dobra, w parku tego nie ukrył, stwierdził Shizuo. Spojrzał na swój telefon by sprawdzić godzinę, była 15.07. Miał jeszcze sporo czasu. Następnie poszedł do Shinry. Wprosił się do jego domu i zaczął przeszukiwać jego mieszkanie. Nie tak jak swoje, starał się zachować spokój i porządek. Shinra krzyczał na niego pytając, o co chodzi, ale były barman nie miał czasu na odpowiedzi. Dobrze, że Celty tu nie ma, bo ona od razu by go zabiła – pomyślał Shizuo, kończąc przeszukiwać ostatnie pomieszczenie. Wyszedł z jego mieszkania znów niczego nie znajdując. Shizuo zdenerwowany zaczął wyrywać znaki, które zobaczył, Nie wiedząc, co robić, wrócił do baru z sushi. Zrezygnowany zaczął szukać. Kiedy skończył i nic nie znalazł już wiedział, że przegrał? Po 15 minutach dostał SMS’a. „Przegrałeś Shizu-chan. Czekam na Ciebie u mnie w domu.” Blondyn zdenerwował się jeszcze bardziej. Rzucił automatem, który stał po drugiej stronie ulicy i rzucił nim o ścianę, rozwalając go. Shizuo zawsze, ale to zawsze dotrzymywał obietnic. Walcząc sam ze sobą, skierował się w stronę domu Izayi. Gdy byłem już w jego mieszkaniu, Izaya przyglądał mu się dziwnym wzrokiem, śmiejąc się przy tym.
- Z czego się ryjesz, pijawko – zapytał wściekły Shizuo, siadając na kanapie.
- Z niczego szczególnego – odparł brunet stając za byłym barmanem, mierzwiąc m włosy.
- Odwal się i oddaj mi moje okulary – powiedział odwracając głowę w stronę Izayi.
- Nie martw się Shizu-chan, dostaniesz je, ale teraz rób, co mówię. Chodź za mną – rozkazał Izaya, po czym skierował się w stronę jednego z pokoi, które znajdowały się na górze. Weszli do pokoju i usiedli w fotelach.
- Pooglądajmy telewizję Shizu-chan – powiedział Izaya, naciskając przyciski na pilocie i włączając telewizor.
- Po co mam z tobą oglądać? Mam lepsze rzeczy do roboty, niż oglądanie filmu z taką mendą jak ty – pochylił się i oparł łokcie na kolanach splatając swoje dłonie. – Chcę to mieć już za sobą, więc włączaj to szybko.
- Jaki niecierpliwy – zaśmiał się informator, szukając filmu, który mogliby obejrzeć i przy którym Shizuo nie zanudziłby się na śmierć. Znalazł jakiś triller. Oglądali w ciszy przez pół godziny, w końcu, Shizuo się odezwał.
- Ten główny bohater to jakaś masakra. Nie robi nic innego po za truciem swoich towarzyszy. – Stwierdził blondyn, po czym wrócił do oglądania. Izaya przyglądał mu się ze zdziwieniem. Nigdy nie wiedział, żeby jego wróg na czymś się tak skupił. Oczy Shizuo iskrzyły się. Izaya pomyślał, że on lubi takie filmy. Od czasu do czas się uśmiechał, ale w filmie nie było nic śmiesznego. Po godzinie film się skończył. Shizo mając nadzieję, że to już koniec, zaczął zbierać się do domu.
- Zrobiłem, co mówiłeś, a teraz oddaj moje okular – powiedział Shizo wychodząc z pokoju za Izayą.
- Nie tak prędko Shizu-chan, to jeszcze nie koniec. Teraz idź do tamtego pokoju i na mnie poczekaj – wskazał palcem ostatnie drzwi po prawej na końcu korytarza. – Chcesz coś do picia?
- Nie możesz mi ich po prostu oddać – warknął blondyn,
- Jakbym to zrobił, wtedy nie miałbym zabawy – zaśmiał się. – Przyniosę ci wody.
Shizuo wszedł do pokoju wskazanego przez bruneta i usiadł na łóżku. W pomieszczeniu nie było nic poza ogromnym łożem. To chyba jego sypialnia – pomyślał. Położył się i czekał na Izaye, ciekawe co teraz wymyślił. Po 5 min usłyszał kliknięcie, podniósł się do pozycji siedzącej i doznał szoku. Był przykuty do łóżka. Siedział w rozkroku, prawa noga była przymocowana kajdankami do belki, tak samo było z drugą. Dlaczego nic nie poczuł, kiedy był skuwany? Izaya stał przed łóżkiem, pokazując swój chytry uśmiech.
- Mendo, co ty do cholery wyprawiasz – krzyknął Shizuo, próbując odpiąć kajdanki. Brunet, wykorzystując jego nieuwagę, rzucił się na niego momentalnie przypinając jego prawą rękę. Blondyn chcąc się uwolnić szarpał się na łóżku, pomagając sobie wolną ręką. Przeklinał samego siebie, że dał się w to wplątać. Izaya znowu szybko naskoczył na Shizuo i przypiął jego lewą rękę. Leżał teraz na łóżku przykuty kończynami do jego kątów. Informator stanął przed nim wyciągając z kieszeni swój scyzoryk. Zabije mnie, no zabije mnie, a na grób położy mi moje okulary – pomyślał Heiwajima.
- Izaya, przestań sobie robić jaja i mnie uwolnij – krzyknął blondyn.
- Shizu-chan, zabawmy się trochę.  Obiecuję, że ty też będziesz miał wiele frajdy.
Orihara klęknął na łóżku przed blondynem. Zaczął powoli rozrywać spodnie Shizo, tak by móc je całkiem ściągnąć, zaczynając od prawej nogawki. Wbijał swój scyzoryk uważając na nogi. Kiedy skończył, zebrał strzępy spodni i wrzucił je do kosza. Izaya mając z tego wiele radochy, zabrał się za rozrywanie kamizelki i koszuli. Shizuo, który nadal próbował się wyrywać pozostał w samych bokserkach. Skarpety zniknęły już na początku.
- To, co teraz robimy Shizu-chan – zapytał Izaya uśmiechając się chytrze.
- Nie wiem, co ty chcesz zrobić, ale to wale nie jest zabawne.
Orihara pochylił się nad swoim gościem i dmuchnął mu lekko w ucho. Shizuo przeszedł dreszcz. Zawsze miał wrażliwe uszy i najlepszy informator na pewno o tym wiedział. Izaya momentalnie wpił się w wargi blondyna, liżąc i ssąc raz dolną raz górną wargę. Shizuo zesztywniał, nie mógł się poruszyć, wszystkie części jego ciała odmówiły posłuszeństwa. Nie pozostało mu już nic innego jak tylko przyjąć pocałunek bruneta, który zaczynał mu się podobać. Heiwajima otworzył usta, z zaproszenia brunet od razu  skorzystał. Gładził językiem jego zęby i podniebienie. Shizo łapczywie oddawał pocałunek. Ich języki tańczyły w dzikim tańcu. Oderwali się od siebie łapiąc oddechy. Izaya zaczął się powoli rozbierać. Shizuo przyglądał mu się w skupieniu. Intrygowało go to, co widział i pewna część na dole zaczęła podrygiwać. Kiedy brunet nie miał już na sobie kompletnie nic, wziął ponownie do ręki scyzoryk i rozciął bokserki blondyna. Znów zbierając pozostałości i wrzucając je do kosza. Wrócił na łóżko i usiadł na biodrach Shizuo. Zaczął lizać jego szyję, zsuwając się coraz niżej. Heiwajima domagał się uwagi w intymnej części ciała, która stała już na baczność. Shizuo sam się sobie dziwił, że widok nagiego, Izayi tak go podniecał. Brunet zaczął lizać i ssać członek Shizuo, wkładając siebie palce, przygotowując się na przyjęcie czegoś większego. Izaya też chciał w końcu poczuć dobrze. Uniósł się do góry i opadła męskość blondyna. Obaj wydali z siebie jęki rozkoszy. Orihara unosił się i opadał opierając się rękami o klatkę piersiowa Heiwajimy. On natomiast poruszał biodrami naprzeciw ruchom bruneta. Izaya jęczał, czując, że to zaraz nastąpi. Shizuo stękał powstrzymując się od jęku. Brunet uniósł się i opadł jeszcze kilka razy i doszedł zaciskając mięśnie i tryskając na brzuch Shizuo. Poruszył się jeszcze parę razy, kiedy usłyszał:
- Ja pierdole, Izaya – krzyknął blondyn dochodząc, gdy Izaya z niego zszedł.
Trysnął na swój brzuch. Orihara padł zmęczony na nagie ciało Shizuo. Leżeli tak przez parę chwil i uspokajali oddechy. Izaya wstał i świecąc gołym tyłkiem wyszedł z pokoju. Wrócił po niecałej minucie, trzymając w ręku chusteczki. Zaczął wycierać spermę z brzucha Shizuo, śmiejąc się przy tym.
- A teraz, z czego się śmiejesz – zapytał.
- Mówiłem, że będziesz się przy tym dobrze bawił – powiedział, całując lekko usta blondyna.
- Daruj sobie – powiedział Heiwajima odwracając głowę i lekko się rumieniąc. Co za widok – pomyślał Orihara. Sizuś się zawstydził. Jak słodko. Zasłużył na to, żeby oddać mu jego okulary. Izaya wstając jeszcze raz go pocałował. Odpiął Shizuo i zaczął się ubierać, wyciągając z kieszeni kurtki jego zgubę.
- W oczywistym miejscu Shizu-chan – powiedział, wręczając mu jego okulary.
- Wszystko super i zajebiście, tylko w czym teraz wrócę do domu?
- No jak to, w czym? W okularach, oczywiście – odpowiedział uśmiechając się.