środa, 17 grudnia 2014

Czas na naukę

Jego czarne oczy obserwują mnie już od momentu, gdy pojawiłem się w tej szkolę. Gary, mój przyjaciel, powiedział, że w jego czach widać tylko nienawiść i obrzydzenie. Zastanawiałem się czy tylko mnie obdarowywał takim spojrzeniem. Nie znalazłem jednak odpowiedzi. Jest on raczej typem samotnika. Od razu po lekcjach wraca do domu. Z nikim nie rozmawia. Na przerwach siedzi sam, obok wielkiego drzewa. Jest także bardzo przystojny i podoba się wielu dziewczynom. Z tego co wiem, odtrąca każdą. Jego szkliste, czarne oczy, których tak nienawidzę, jego czarne zadbane włosy i wspaniale wyrzeźbione ciało. Nie dziwię się, że podoba się większości dziewczyn w naszej szkolę. A ja? Scot Nelson, 168cm wzrostu, chudy jak szczapa. Brązowe, czarne, blond włosy? Sam nie wiem jaki to kolor, ale wydaję mi się, że takie mieszane. Więc wychodzi na to, że jestem szatynem. Mięśnie mogę sobie tylko wyobrazić. Chodziłem kiedyś przez 4 miesiące na siłownie, nie było widać efektów to dałem sobie z tym spokój. Nie jestem wytrwałą osobą. Nie mam do niczego cierpliwości i często się denerwuję. Za to nie narzekam na moje oczy. Nie są czarne, ale są błękitne i turkusowe. Na krawędziach można dostrzec brąz. Nie zwracałem na to uwagi, aż Gary mi o tym powiedział.
- Heej!! Słuchasz mnie?
- Sorry, zamyśliłem się. Mówiłeś coś?
- Eh… Nieważne. O czym myślałeś? Jak bardzo Jessy  cię nienawidzi? Patrzyłeś na niego takim dziwnym wzrokiem.
- Nie, zastanawiałem się, czy ja jestem, aż tak brzydki?
- Czemu tak uważasz?
- Bo Jessiego lubi większość dziewczyn.
- Haha… Jakie ty masz problemy, daj spokój. Dobra kończ już jeść, bo zaraz zaczynają się lekcję.
- Ok., ja już pójdę. Muszę jeszcze iść do pokoju nauczycielskiego. Powiedzieli, że mam przyjść w porze lunchu.
Zapukałem do drzwi, ale nikt nie odpowiadał, zapukałem jeszcze raz, ale tym razem mocniej.
- Potrzebujesz czegoś – odezwał się głos za moimi plecami.
- Yyy… Tak, pan Wilson powiedział, że mam tu przyjść jak zjem lunch.
- Dobrze, wejdź i poczekaj na niego. Powinien zaraz przyjść, bo kończył sprawdzać sprawdziany – powiedział pan Moore lekko się uśmiechając. Nauczyciel literatury poszedł dalej. Wszedłem do pokoju i usiadłem na najbliżej stojącym krześle. Po 5 min drzwi otworzyły się i stanął w nich pan Wilson.
- Ooo… Scot już jesteś? Przepraszam, że musiałeś czekać.
- Nie, nic się nie stało – powiedziałem wstając i podchodząc do nauczyciela.
- Chciałem z tobą porozmawiać. Chyba dobrze wiesz o czym.
- Domyślam się. – Wiedziałem, znowu źle mi poszedł ten sprawdzian. Głupia matma. Tego przedmiotu nie da się zrozumieć.
- Nie dostałeś pozytywnej oceny z tego testu. Wiem, że nie idzie ci na moich lekcjach, dlatego wmyśliłem, że będziesz miał korepetycję. Znalazłem ucznia, który będzie ci tych korepetycji udzielał.
- Co ma mnie uczyć jakiś uczeń? Przecież ja mogę poszukać jakiegoś dobrego korepetytora.
- Nie ma takiej potrzeby. Ten uczeń ma bardzo dobre wyniki w nauce i chętnie ci pomoże.
- Mogę wiedzieć kto to taki?
- Jessy Colin. – Co kurwa?! Ma mnie uczyć ten gościu, który chcę mnie zabić? No to, kurwa zajebiście, lepiej być nie może. - Będzie w sali 27. Macie się tam spotkać po lekcjach i omówić godzinę i dni spotkań. Nauka ma się odbywać dwa dni w tygodniu przez, co najmniej, dwie godziny. Kiedy i gdzie to już sami ustalicie.
- Nie może to być ktoś inny – zapytałem z nadzieją, że może zmieni zdanie.
- Nie, nie może. A teraz możesz już wyjść – powiedział podchodząc do stołu ze stosem papierów i zaczął coś w nich sprawdzać. Zdenerwowany wyszedłem z pokoju nauczycielskiego i poszedłem na dach, aby trochę ochłonąć.

Po lekcjach czekałem na Jessiego. Spóźniał się już 20 min. Miałem dość. Kiedy na korytarzu usłyszałem kroki, do klasy wszedł mój korepetytor.  Miał granatową koszulkę, czarne jeansy i okulary? Czy on kiedykolwiek nosił okulary?
- Cześć – przywitałem się.
- Cześć – odpowiedział chłodno, nie patrząc w moją stronę. Trochę niezręcznie się zrobiło. Jak mam zacząć rozmawiać? Może on by zaczął. – Jak wiesz, mam cię uczyć z matematyki i wcale nie jestem z tego zadowolony, ale jak mam najlepsze wyniki w całej szkole, to nie wypada odmówić. Mnie najbardziej odpowiadały dni środa i czwartek. – Słuchałem go uważnie i przytakiwałem. „ Nie jest z tego zadowolony.” A weź się kurde wypchaj.
- Przepraszam, ale w środy nie mogę. Moglibyśmy przełożyć to na piątek? – zapytałem zmuszając się do uśmiechu.
- W piątki mogę tylko wieczorem. I trochę nie chcę mi się do ciebie przychodzić o późnej porze – powiedział siadając na jednym z krzeseł i patrząc na mnie z pogardą.
- Dobrze, wtedy ja przyjdę do ciebie. Może być? – Już się trochę zacząłem denerwować, ale nie dałem po sobie tego poznać.
- Ok, a w czwartki ja będę przychodził do ciebie. – uważnie na mnie patrzył tymi swoimi nienawistnymi oczami.
- Dobra, tylko o której godzinie? W czwartek do 15 nie mogę.
- Ja w czwartek mogę przez cały dzień. Więc może 16?
- Pasuję, a w piątek?
- To trochę późno, ale mogę tylko od 19. – Rzeczywiście późno, ale co tam, im szybciej się nauczę to prędzej się go pozbędę.
- To jesteśmy umówieni?
- Taa… - dodał ociężale, przewracając oczami. Wstał z krzesła i wyszedł z klasy. Zabrałem swoją torbe i poszedłem do domu.

Po drodze do domu wstąpiłem do sklepu. Kupiłem owoce, uwielbiam zjeść kilka owocków wieczorem, oglądając jakiś film. Teraz wziąłem 2 jabłka, kiwi i pudełko malin. Kocham maliny, mógłbym je jeść codziennie, ale niestety nie mam tylu funduszy. Wróciłem do domu i skierowałem się w stronę mojego pokoju, ale zatrzymała mnie mama. Stała na dolę schodów z niezadowoloną miną.
- Coś się stało, mamo – zapytałem schodząc na dół i stając obok niej.
- Tak, stało się. Dlaczego masz takie słabe oceny? – Zrobiła się czerwona, tak się działo gdy się denerwowała.
- Tak, wiem że nie są takie jakie być powinny, ale się poprawię. – Próbowałem ją uspokoić.
- Zawsze mówisz, że cos poprawisz. Niestety nie widzę efektów.
- Nauczyciel załatwił mi korepetycję. Kolega z klasy będzie mi pomagał. Będzie tu przychodził w czwartki, a ja do niego mam chodzić w piątki. Nic się mamo nie martw.
- skąd mogę wiedzieć, że to coś da?
- To najlepszy uczeń w szkolę. To musi coś dać – powiedziałem, gładząc uspokajająco jej ramię. 
 - Mam nadzieję, że sobie poradzisz.
- Na pewno – uśmiechnąłem się do niej i pobiegłem do swojego pokoju.
Byłem tak zmęczony, że najchętniej położyłbym się już spać. Poszedłem do łazienki i wziąłem szybki prysznic. Wracając usłyszałem śmiechy. Zszedłem po cichu na dół i zobaczyłem jak mama z tatą przytulają się, oglądając jakąś komedię. Uśmiechnąłem się sam do siebie i poszedłem spać.

Następnego dnia wstałem wcześnie. Szybko się ubrałem, zjadłem śniadanie i umyłem twarz i zęby. Już miałem wychodzić do szkoły, kiedy przypomniałem sobie, że dziś jest czwartek. Jessy pewnie przyjdzie do mnie po lekcjach, a ja mam w pokoju straszny bajzel. Zacząłem sprzątać upychając wszystko do szafek. Kiedy skończyłem, wszystko wyglądało w miarę w porządku. Idąc do szkoły spotkałem Garego, jak zwykle wesołego.
- Cześć – krzyknął, podbiegając do mnie.
- Cześć.
- Co tam? – zapytał, bo zauważył moją przygnębioną minę.
- Do dupy. Mam mieć dziś korki z matmy. Zgadnij z kim.
- Z panem Wilsonem – zapytał będąc tego pewien , bo jemu on udzielał dodatkowych lekcji.
- Zgaduj dalej  - odparłem trochę zirytowany tym, że mnie musi uczyć ktoś inny.
- Yyy… Nie wiem, nie znam nikogo innego kto by się do tego nadawał.
- Jessy Colin – poinformowałem i przyśpieszyłem kroku. Gary zaśmiał się.
- Nie żartuj. Chcę wiedzieć kto cię będzie uczył, więc?
- Czy wyglądam jakbym z tego żartował – odwróciłem się do niego zdenerwowany.
- Uspokój się. Jakoś sobie poradzisz. Przecież cię nie zje. – Podszedł do mnie i poklepał po plecach. – Chyba – mruknął.
- Pośpieszmy się, bo się spóźnimy.
Przez resztę drogi szliśmy w milczeniu. Na pierwszej lekcji miałem angielski. Nawet lubię ten przedmiot, więc na nim najczęściej uważam. Następnie miałem literaturę i kolejne nudne lekcję. W czasie lunchu poszedłem na dach. Chciałem zjeść swój posiłek na świeżym powietrzu. Usiadłem i parłem się o ścianę. Chwilę potem ktoś stanął przede mną. Miał na sobie czarne buty i czarne spodnie. Podniosłem wzrok do góry i zobaczyłem twarz Jessiego.
- Siema – powiedział chłodno.
- Cześć. Potrzebujesz czegoś? – zapytałem biorąc się za jedzenie.
- Taa… Chciałem zapytać, czy pójdziemy do twojego domu razem po lekcjach, bo nie wiem gdzie  mieszkasz.
- Ok., nie ma problemu – odparłem przeżuwając mój lunch.
- Spotkajmy się obok bramy.
- Będziesz musiał poczekać parę minut.
- Co? Gdzie się będziesz włóczył?! Myślisz, że mi się na ciebie czekać?! To są twoje korepetycję. Nie muszę cie uczyć! – krzyknął zdenerwowany i i zaczął patrzeć na mnie z jeszcze większym mordem w oczach niż zwykle.
- Nie musisz tak krzyczeć. Postaram się być jak najszybciej. Jestem ci wdzięczny, że będziesz mnie mi pomagał w nauce. Mam jeszcze coś do załatwienia po lekcjach.
- Jeny, jak ty mnie zawsze denerwujesz. – Odsapnął odwracając się do mnie plecami.
- No przepraszam, że jestem takim irytującym bez mózgiem! – krzyknąłem wstając i zbierając puste pudełko po jedzeniu.
- Nie przeginaj! Będę czekał na ciebie  minut i ani minuty dłużej.
- Dlaczego muszę się z tobą użerać? – burknąłem sam do siebie, ale on to usłyszał.
- Jak ci to kurwa nie pasuję, to możesz iść i się poskarżyć nauczycielowi, pacanie! – krzyknął, oddalając się w stronę drzwi.
- Proszę poczekaj na mnie po lekcjach przed bramą – powiedziałem głośniej, aby zagłuszyć skrzypiące drzwi.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz