czwartek, 19 marca 2015

Czas na naukę 3



            Kiedy się obudziłem, była już noc. Za oknem padał deszcz i błyskawice przeszywały niebo. Przez ciemność, nie wiedziałem gdzie się znajduję. Słyszałem ciche tykanie zegarka i spokojny oddech drugiej osoby. Próbując wymacać jakiś przedmiot, natknąłem się na miękkie, puszyste włosy. Przeczesałem je delikatnie palcami i poczułem jak ostry, miętowy zapach, dociera do moich nozdrzy. Jessy – ucieszyłem się. Uwielbiam jego zapach, ale teraz był on dwa razy silniejszy. Bawiłem się jego włosami i rozkoszowałem się ich miękkością. Nagle się poruszył, a ja szybko zabrałem rękę. Światło się zaświeciło i zobaczyłem zaspaną twarz Colina.
- Wszystko w porządku? – zapytał.
- Tak, tylko… Tylko, nie wiem gdzie jesteśmy - Lampka dawała zbyt małe światło, by móc zobaczyć, coś poza łóżkiem. – I dlaczego śpimy w jednym łóżku?
- Jesteśmy w moim pokoju i nie chciało mi się spać na podłodze, więc położyłem się razem z tobą – odpowiedział, gasząc światło. – A teraz śpij, jest druga w nocy.
- Dlaczego ja tu śpię? – niczego nie mogłem sobie przypomnieć.
- Przyszedłeś na korepetycję, ale zemdlałeś w progu, więc cię tu przyniosłem. Zadzwoniłem do twojej mamy i powiedziałem, że zostaniesz na noc, bo jesteś zmęczony. Ogarniasz? Świetnie. Teraz daj mi spać – warknął i po chwili już smacznie spał. Odwróciłem się na drugi bok i również usnąłem.
            Obudziła mnie cicha muzyka, dobiegająca z sąsiedniego pomieszczenia. Otworzyłem oczy i podniosłem się do siadu. Jessiego nie było w pokoju. Wstałem zerkając na zegarek, ósma dwadzieścia. Wciąż byłem w ubraniu. No przecież, by mnie nie rozebrał, chyba. Wyszedłem na korytarz, muzyka stała się głośniejsza i dobiegała z prywatnej siłowni bruneta. Otworzyłem lekko drzwi, zerkając przez szczelinę. Collin odłożył hantle i zaczął robić brzuszki. Mięśnie poruszały się niesamowicie eksponując jego posturę, aż zapragnąłem ich dotknąć. Wpatrywał się w jakiś obrazek, wiszący na ścianie. Zapukałem i wszedłem do środka. Oparłem się o framugę, przyglądając mu się. Zerwał się szybko i zdjął wiszący obrazek. Był w samych, wcześniej wydawało mi się, że ma na sobie spodenki.
- Coś nie tak? – spytałem, zdziwiony jego reakcją.
- Nie, nic – schował ramkę do szuflady.
- Pokaż – podszedłem do niego i wyciągnąłem dłoń.
- Nie – odparł stanowczo.
- Oj, weź. Nie bądź taki – zachęcałem, przyglądając się jego idealnemu ciału. Wspaniale by było znaleźć się pod nim. Rozmarzyłem się, ale naglę oprzytomniałem. Kurwa, co się ze mną dzieje? Te głupie myśli dręczą mnie już od tygodni. Wiem, co jest tego powodem, ale żeby aż tak? – Dlaczego nie masz spodni? – palnąłem, cofając rękę.
- To mój dom – powiedział, uśmiechając się prowokacyjnie.
- A gdzie twoi rodzice?
- Dwa dni temu mieli dwudziestą rocznicę ślubu. Pojechali za wycieczkę wokół Europy i wracają dopiero za miesiąc. Mam wolną chatę. Chodź, zrobimy śniadanie – złapał mnie za rękę i zaprowadził do kuchni. Czułem się u niego jak w domu, z resztą, on u mnie też. Podszedłem do lodówki i sprawdziłem, co moglibyśmy przygotować.
- Jajka i tosty? – zapytałem, sięgając po składniki.
- I parówki – powiedział sięgając po nie. Poczułem jego ciepły oddech na karku, przeszedł mnie dreszcz.
            Po śniadaniu zacząłem zbierać się do domu. Wystarczająco długo zawracałem mu głowę. Z ociąganiem zakładałem swoje buty.
- Gdzie idziesz – zapytał Collin.
- Do domu, przestało padać, więc już pójdę.
- Zostajesz. Musimy nadrobić wczorajszą lekcję. Masz jakieś plany?
- Nie. Masz rację, muszę się czegoś nauczyć. Po to, właściwie tu przyszedłem – uśmiechnąłem się i ściągnąłem, założoną już, bluzę.
- To świetnie.
            Dwie godziny minęły, po tym czasie nic mi się nie chciało. Jessy poszedł do łazienki i pewnie jak zwykle będzie tam długo siedział. Korzystając z okazji, przemknąłem na paluszkach do pokoju ćwiczeń i wyciągnąłem, ukrywany, obrazek z szuflady. To, co zobaczyłem zbiło mnie z nóg. Normalnie mnie zatkało. Był to kolaż z moimi zdjęciami. Na jednym promieniałem ze szczęścia, na drugim byłem zamyślony i wpatrywałem się gdzieś w przestrzeń. Na trzecim leżałem na łóżku. Z zamkniętymi oczami. Na dodatek było to moje łóżko. Czy ja kiedyś przy nim spałem w moim pokoju? Ale skąd on mam moje zdjęcia i dlaczego je ma? Czyżby mnie prześladował?
- Co robisz? – usłyszałem zimny głos Collina. Odwróciłem się i zobaczyłem jak przestraszony, wyrywa mi zdjęcie.  – Co ty tu robisz? Pozwoliłem ci tu wejść?! – zaczął na mnie krzyczeć, jakbym zrobił mu jakąś krzywdę.
- Ja… Chciałem tylko zobaczyć to, co chciałeś przede mną ukryć – przeraziłem się. Krzyczący Jessy wcale nie było przyjemnym zjawiskiem. Było, wręcz straszne. Jego wzrok, którym kiedyś na mnie patrzył powrócił. Był niesamowicie zdenerwowany.    
- Gówno mnie obchodzi, czego ty chciałeś! Nie przyszło ci do głowy, że ukrywałem to, bo nie chciałem abyś zobaczył. To jest mój dom! Nie masz prawa grzebać mi po szafkach! Wpraszasz się do mnie...
- Zamknij się! Jeżeli tak ci przeszkadza moje towarzystwo to przepraszam. W poniedziałek poproszę pana Wilsona, by przydzielił mi kogoś innego. Nie będę ci się już musiał wpraszać do twojego królestwa. Chciałem tylko zobaczyć, a ty się już na mnie wydzierasz! – byłem na niego wściekły. Fakt nie powinienem przeglądać mu szafek. Zaciekawiła mnie jego reakcja, więc nie mogłem się powstrzymać. Po co umieścił to w widocznym miejscu, by to następnie ukrywać? – Jeżeli nie chciałeś, żebym widział to, dlaczego je wieszasz? Po za tym, dlaczego masz moje zdjęcia?
- Nie twój interes – krzyknął, chowając, trzymany w dłoniach, przedmiot.
- Jak to nie mój? Ja nich jestem. Dlaczego je masz? – ponowiłem pytanie.
            Wyszedł z pokoju ignorując mnie. O nie. Tak być nie będzie. Poszedłem za nim i wciągnąłem go z powrotem do środka. Popchnąłem go na stojące nieopodal łóżko i stanąłem przed nim.
- Więc? – zapytałem, składając ręce na piersi.
- Odwal się ode mnie.
- Powiedz mi.
- Nie musisz tego wiedzieć – warknął, próbując wstać, ale skutecznie mu to uniemożliwiłem.
- Dlaczego?
- Nie denerwuj mnie!
- To ty mnie denerwujesz. Nie chcesz mi nic mówić. Zadałem ci proste pytanie. Dlaczego jestem na tych zdjęciach?
- Czy możesz dać mi, w końcu, spokój? – zapytał, nadal przesiąkniętym chłodem, głosem.
- To mi, kurwa, odpowiedz.
- Bo cię, kuźwa, kocham. Dlatego!
            Zamurowało mnie. Że co? Chyba będę musiał umyć uszy, coś mi już ze słuchem szwankuje. Może to chciałem usłyszeć i marzenia, zasłoniły rzeczywistość.
- Co? –zapytałem, głupio się na niego gapiąc.
            Wstał, podszedł do mnie i pocałował. Usta miał tak cudownie miękkie, aż zachciało mi się więcej. Przymknąłem powieki i otworzyłem usta, po chwili wdarł się w nie jego język. Zrobiłem to samo, oddawałem pocałunek. Naglę to wszystko się skończyło. Otworzyłem oczy i ujrzałem zdziwione spojrzenie. Zacząłem się śmiać. Jessy w tej chwili wyglądał przesłodko. Oblizywał raz po raz usta i przyglądał mi się uważnie.
- Ja też ciebie kocham – powiedziałem, patrząc mu w oczy, które robi się coraz większe.
            Zamrugał parę razy i stał gapiąc się na mnie. Biedak, pewnie nadal nie ogarnia, co się dzieje. Ja mu w tym pomogę, jeśli to będzie jeszcze długo trwało. W końcu nie wytrzymałem i sam go pocałowałem. Nadal stał nic nie robiąc. Po krótkiej chwili objął mnie w pasie i przyciągnął do siebie. Całowaliśmy się dat długo, że zabrakło nam tchu.
- Kolejny mokry sen – powiedział Collin, mocniej mnie przytulając.
- Miewasz takie sny? – zapytałem, miziając go po karku.
- Co noc, ale nigdy nie mówisz, że mnie kochasz. Teraz jest cudownie, nie chcę się już nigdy więcej budzić – szeptał mi do ucha. Jak miałem się nie rozpłynąć, gdy mówił mi takie rzeczy?
- To nie jest sen – mruknąłem.
- Na pewno jest.
            A chcesz się przekonać? By udowodnić mu to, że to jest prawdą, ugryzłem go w płatek ucha. Nie zrobiłem tego mocno, ale lekko też nie. Jessy może po takiej pobudce obudzi się ze swojego wyimaginowanego snu. Zaśmiał się tylko i powiedział:
- Masz rację, to nie jest sen. Jest znacznie lepiej – milczał, by po chwili zadać pytanie. – Zostaniesz dzisiaj ze mną? – zamruczał mi do ucha i musnął je wargami.
- Nie jestem pewien - odparłem zmieszany. Wiadomo, w jakim celu mam tu zostać. Nie wiem czy jest to dobry pomysł. Chcę tego, ale… No właśnie jest to, ale i nie wiem, co dalej.
- Proszę – cmoknął mnie delikatnie w skroń.
- Trochę się boję – zaśmiałem się nerwowo. Przecież mu nie odmówię. Jeżeli pomyślałby, że się tylko z niego śmieję, na pewno coś by sobie dopowiedział, całkowicie sprzecznego z jego myślami.
- Zaopiekuję się tobą, obiecuje. Proszę, zostań – nie mogłem się oprzeć tym zmysłowym szeptom wprost do mego ucha.
- Dobrze, ale zadzwonię jeszcze do mojej mamy – powiedziałem, niechętnie się od niego odsuwając.
            Był taki szczęśliwy, widziałem iskierki tańczące w jego oczach. Uśmiechał się pokazując ząbki. Taki piękny, taki uroczy. Wybrałem numer do mamy i po kilku sygnałach usłyszałem jej głos.
~ Scot? Wszystko w porządku?
- Tak.
~ Jessy do mnie dzwonił. Mówił, że źle się poczułeś. Już wszystko dobrze?
- Tak tylko bolała mnie głowa.
~Staliście się dobrymi przyjaciółmi, prawda?
- Jakoś tak wyszło. Mógłbym zostać u niego na jeszcze jedną noc? – spojrzałem na Colina. Wieszał zdjęcie z powrotem na ścianie.
~ Co na to jego rodzice? Nie będziesz im przeszkadzał?
- Chętnie się zgodzili – skłamałem.
~ To w porządku, tylko bądź grzeczny.
- Zawsze jestem grzeczny, mamo.
~Tak, tak. Pa, kochanie.
- Pa.
            Jessy objął mnie od tyłu i pocałował w kark. Odwrócił przodem do siebie i wpił się w moje wargi. Wziął mnie na ręce zaniósł mnie do swojego pokoju. Ja się nie opierałem, bo, po co? I tak nie dałbym sobie z nim rady. Położył mnie na łóżku. Zajął miejsce obok, położył się na boku, przeczesał dłonią włosy i przytulił. Patrzyliśmy sobie w oczy, aż złączył nasze usta w delikatnym pocałunku, który po chwili pogłębił. Znalazł się nade mną, powoli zdejmował moją koszulkę. Przerwałem pocałunek i położyłem dłonie na jego ramionach, by go trochę od siebie odepchnąć.
- Weźmy prysznic – zaproponowałem, by to trochę przeciągnąć. Potwornie się denerwowałem i nie miałem pojęcia, co zrobić następnie.
- Nie trzeba – powiedział, całkowicie zdejmując moją bluzkę.
- Trzeba. Chodź – wstałem z łóżka i poszedłem do łazienki. Jessy z ociąganiem, jednak grzecznie poszedł za mną.
            Nie chciałem pokazywać mu się nago.  Przyglądałem mu się jak zsuwa swoje bokserki, ale oprzytomniałem i odwróciłem się tyłem do niego, by również zdjąć moją bieliznę. Pod prysznicem Colin nie mógł się powstrzymać od macania mnie, więc szybko się umyłem i poszedłem do pokoju. Nie chciałem, by mój pierwszy raz był pod prysznicem. Usiadłem zdenerwowany na łóżku, zakrywając intymną część ciała.
- Nie zakrywaj, chcę cię widzieć. Połóż się – poprosił, odciągając moje ręce.
            Opadłem plecami na pościel, a Jessy zawisł nade mną i namiętnie złączył nasze wargi. Badał językiem wnętrze moich ust. Szedł z pocałunkami coraz niżej, na szyję. Poświęcił jej sporo czasu. Przygryzał, ssał i lizał skórę, zostawiając na niej malinki. Gdy dotarł do sutków, nie mogłem powstrzymać jęku.
- Jak ty ślicznie jęczysz – powiedział to tak cicho, że ledwie usłyszałem.
            Było mi tak dobrze. Robił językiem kółeczka na brodawkach, a następnie je lekko przygryzał. Sunął dalej sprawnym narządem smaku docierając do mojej twardej męskości. Polizał główkę, a mnie przeszedł ogromny dreszcz. On zszedł jednak z pocałunkami na uda. Poruszyłem biodrami, dając mu znak, by zajął się tą częścią. Posłuchał, polizał mnie po jądrach, ale po chwili znów wrócił na uda. On to robi specjalnie i tylko się ze mną drażni.
- Proszę – wysapałem i znowu poruszyłem biodrami.
- O co prosisz Scot? – zapytał, patrząc mi prosto w oczy i oblizując wargi. Zarumieniłem się na ten gest jeszcze bardziej, o ile było to możliwe.
- Weź go do buzi.
- Jak sobie życzysz – powiedział, zasysając się nagle na moim penisie.
            Dźwięki uciekały z moich ust. To było wspaniałe, jego język pieścił mnie, wywołując fale rozkoszy. Dłonią ugniatał lekko moje jądra. Ssał go i lizał tak umiejętnie. Złapałem go za włosy i odsunąłem od swojego krocza. On ignorując moje gesty ponownie się na nim zassał. Nie potrzebowałem wiele czasu, by skończyć. Moim ciałem zawładnął orgazm, jakiego nigdy nie miałem. Krzyknąłem i wystrzeliłem w jego usta. Język Colina nadal pieścił moją męskość, nie pozwalając opaść. Odsunął się i popatrzył na mnie ciemnymi, pełnymi miłości i pożądania oczami. Pochylił się i musnął delikatnie moje usta swoimi, głodząc przy tym kciukami, policzki.
- Tak bardzo cię pragnę – westchnął, podnosząc się do siadu.
- Coś się stało? – zapytałem, nieco się dziwiąc.
- Nie, nic się nie stało. Tylko nie chcę cię skrzywdzić – uśmiechnął się i pogłaskał mnie po udzie. Podniosłem się i przytuliłem go do siebie. Pocałowałem w nos, czoło i na koniec w usta.
- Ufam ci i wiem, że tego nie zrobisz – zapewniałem go.
- Boję się. Boję się, że nie będę umiał się powstrzymać i wtedy… - urwał, gdy zapatrzył się w moje oczy. Uśmiechnąłem się lekko i w tym uśmiechu wyraziłem zapewnienie, że wszystko będzie dobrze.
- Kocham cię, Jessy i chcę w całości należeć do ciebie – powiedziałem i przesunąłem się do niego bliżej.
            Rozpromienił się na te słowa i przywarł do moich warg, oplatając jedną ręką w pasie, a drugą położył na moich plecach i delikatnie je masował. Ułożył mnie na łóżku i znów zaczął wędrówkę swoimi ustami i językiem. Całował i przygryzał, pobudzając przy tym wszystkie zmysły. Ciche westchnienia z czasem przeobraziły się w głośne jęki.
- Głośniej – warknął Colin. – Chcę słyszeć jak krzyczysz.
            Poświęcił sporą ilość czasu na przygotowanie mnie. Trącał, co chwilę palcami wrażliwy punkt w moim wnętrzu, który sprawiał, że widziałem gwiazdy. Rozciągał mnie bym mógł połączyć się z nim całkowicie. Nie przestawał mnie przy tym całować, odrywając się na chwilę po haust powietrza. Przygryzał mi dolną wargę, pewnie była już nieźle spuchnięta. Podciągnąłem nogi i złapałem się pod kolanami.
- Chcę cię już.
            Przełkną głośno ślinę i odetchnął głęboko. Wyciągnął palce i usadowił się w wygodnej pozycji. Sięgnął do szafki i wyciągnął z niej prezerwatywę, po czym ją założył. Naparł członkiem na moje wejście, wsuwając tylko główkę. Mimo że wchodził we mnie powoli, bardzo mocno bolało. Nieświadomie się na nim zaciskałem, co powodowało większy ból. Z oczu popłynęły mi łzy. Jessy zatrzymał się, patrzył na mnie ze strachem, smutkiem i troską.
- Przepraszam – powiedział drżącym głosem.
- Nie przepraszaj. Pierwszy raz zawszę boli – zaśmiałem się i pocałowałem go w nos. – Teraz kontynuujmy.
            Zaczął powoli pieścić dłonią mojego penisa, wchodząc we mnie do końca. Colin miał lekko rozchylone usta, wzrok nieobecny, jakby był w zupełnie innym miejscu. Jęknął cicho, gdy wierzgnąłem biodrami. Zaczął się we mnie powoli poruszać. Pochylił się i pocałował mnie, przygryzając dolną wargę. Zacisnąłem lekko ścianki odbytu.
- Nie rób tak, bo nie potrwa to długo – szepnął mi do ucha, liżąc je przy tym.
            Zwiększył tempo i co chwilę uderzał w prostatę. Krzyczałem jego imię, co nakręcało go jeszcze bardziej.  Nogi drżały mi z nadmiaru rozkoszy, coraz trudniej było mi złapać powietrza. Nasze ciała lśniły od kropli potu. Wirowało mi w głowie i szumiało w uszach. Czułem go tak blisko siebie. Położył dłoń na moim członku, poruszył nią kilka razy i to wystarczyło bym doszedł, dociskając się do rozgrzanego ciała Jessiego jeszcze bardziej. On jednak nadal się ruszał, ale skończył niedługo po mnie.
            Leżeliśmy tak kilka chwil, napawając się swoją bliskością i ciepłem. Wysunął się ze mnie i zdjął gumkę. Wyrzucił ją do kosza, stojącego obok szafki nocnej. Przekręcił się na bok, tak by na mnie patrzeć. Uśmiechną się szeroko, głodząc mój policzek.
- Dobrze się czujesz? – zapytał, przyciągając mnie do siebie i całując w usta.
- Tak, tylko strasznie chcę mi się spać – przetarłem klejące się oczy. – Nie chcę mi się nawet umyć.
- Dobrze, mnie też się nie chcę – zaśmiał się i cmoknął mnie w skroń. Nakrył nas kołdrą i objął ciaśniej ramieniem. – Śpij.
            Po tak męczącej nauce nie miałem siły na nic więcej. Zasnąłem wtulony w Jessiego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz