Zbliżał się 19 września. Ikkaku Madarame, ciesząc się ostatnimi
dniami lata, wylegiwał się w cieniu drzewa. W Soul Society robiło się coraz
chłodniej. Łapiąc resztki promieni słońca, rozmyślał o nadchodzącym dniu. Owego
dnia są właśnie urodziny jego towarzysza Yumichiki Ayasegawy. Madarame już od
kilku dni wysila swój mózg, myśląc o tym, co mógłby mu dać w prezencie. W
tamtym roku podarował mu lustro, a dwa lata temu yukate do spania. W tym roku
jest inaczej. Relacje między nimi się pogłębiły. Ikkaku w końcu zrozumiał co
czuje do Yumichiki. Zbierał się na powiedzenie mu tego przez dwa miesiące.
Zaskoczeniem było, że to Ayasegawa zrobił mu niespodziankę. Zaprosił go na
trening, podczas którego użył shikai. Pod kopułą z roślin powiedział „Kocham
cię, Madarame”. Ikkaku był wtedy najszczęśliwszą istotą, jaka istniała we
wszechświecie. Teraz szczerzył się na samo wspomnienie. Jego urodziny są za dwa
dni, a on jeszcze nic nie wymyślił. Przyszła taka myśl, aby dać mu pierwszą
lepszą rzecz, która wpadnie mu w ręce, ale szybko, ale szybko z tego
zrezygnował. Najważniejsza osoba w jego życiu zasługiwała na to, by nadwerężać
sobie mózg. Jednak po kilku dniach, nadal nic nie przychodziło mu do głowy.
Teraz, leżąc pod drzewem, stwierdził, że potrzebuje pomocy. Chociażby z
pomysłem, bo z realizacją postara się dla Yumichiki najlepiej jak tylko
potrafi. Wstał i postanowił odwiedzić Renjego. Dość szybko go znalazł.
- Yo,
Renji – przywitał się łysy.
- Cześć.
- Musisz
mi pomóc.
- Co jest?
– zapytał Abarai.
- Nie
wiem co mam kupić Yumichice na urodziny. Masz jakiś pomysł?
Renji usiadł przy biurku. Zastanawiał się kilka chwil, aż w końcu
powiedział:
- Kup mu
kota.
- Co?
Kota?
- No
chyba każdy chciałby mieć kota. Może, taki rudy, malutki.
- Ale on
ma uczulenie na sierść, więc odpada.
- Tylko
tyle wymyśliłem. Sorry, ale ci nie pomogę.
- No
trudno.
- Może
Rukia coś wymyśli.
- Ok, to
idę do niej.
Wszedł i skierował się w stronę siedziby Kuchiki. Rukia siedziała
przy stole pochłonięta pisaniem raportów. Już któryś raz z kolei coś jej się
nie zgadzało i coraz bardziej ja to irytowało. Wzdrygnęła się, gdy usłyszała
ciche powitanie.
- Cześć,
Rukia.
- Ooo…
Madarame, cześć – uśmiechnęła się.
- Będę
się streszczał. Nie wiem co mam dać Yumichice na urodziny. Myślę nad tym już od
paru dni i wszystko wydaję się takie głupie od kiedy sytuacją się zmieniła.
Przyszedłem tutaj mając nadzieję, że może ty coś wymyślisz – powiedział szybko
i prawie niezrozumiale.
- No,
więc – zaczęła shinigami. Zastanawiała się chwilę i dokończyła. – Może dałbym
mu kwiaty. Yumichika je przecież lubi.
- Lubi,
ale to trochę banalne jest – westchnął Madarame, drapiąc się po łysinie.
- Wiesz,
ja nie znam się na takich sprawach. Przykro mi, ale nie mogę ci pomóc. Może
Inoue będzie bardziej doświadczona.
Ikkaku nagle olśniło i krzyknął uradowany:
-
Właśnie Inoue – wybiegł z siedziby, nawet się nie żegnając. Po czterdziestu
minutach był już pod jej domem i z niecierpliwieniem walił w drzwi. Chyba jej
nie ma. Miał już odchodzić, gdy usłyszał, za drzwiami, cichy okrzyk.
- Chwileczkę.
– W drzwiach stanęła Orichime, zawinięta w ręcznik. Na głowie miała drugi,
zwinięty w turban. Na czoło spadło parę rudych i mokrych kosmyków. –
Przepraszam, brałam prysznic – powiedziała, wpuszczając Ikkaku do domu.
- Nie,
to ja przepraszam, że cię nachodzę o tak późnej porze.
- Coś
się stało? – zapytała Orichime.
- Nie,
nic. No w sumie. Nie wiem co mam dać Yumichice na urodziny. W tym roku myślę w
inny sposób, więc nic nie mogę wykombinować. Wiesz o co chodzi? – wyrzucił
szybko, to co miał do powiedzenia.
-
Rangiku mi powiedziała – uśmiechnęła się. – Cieszę się, że wam się udało.
- Ja
też, no ale, masz jakiś pomysł?
-
Zabrałeś go może już na randkę?
- Ra…
Randkę? Nie – zdziwił się Ikkaku.
- No,
możesz go zabrać do kina, albo do
wesołego miasteczka.
Orichime nakręciła się. Obsypywała
go najprzeróżniejszymi propozycjami. Zabrać go na wycieczkę, urządzić piknik,
kupić perfumy. Do Yumichiki perfumy nie pasowały. Madarame ubóstwiał jego
zapach. Pachniał kwiatami i miodem.
- Wiesz,
może najlepiej będzie jak zaprosisz go na kolację – wyrwała go z zamyślenia
Inoue.
To mógłby być dobry pomysł, gdyby
on tylko umiał cokolwiek, do jedzenia, przyrządzić. Kiedyś przyglądał się jak
Ayasegawa smażył rybę. Chciał sam spróbować to zrobić, bo wydawało mu się
łatwe. Niestety, wywołał pożar i jego chłopak nie chcę go już wpuszczać do
kuchni.
Inoue zauważyła skrzywioną minę
Ikkaku. Uśmiechnęła się, domyślając, że nie umie on gotować.
- Pomogę
ci w przyrządzeniu kolacji. Jeżeli masz teraz czas to nauczę cię paru dań –
powiedziała radośnie.
- Taak,
mam czas – wykrzyknął. – Dziękuje – podbiegł do niej i zaczął ją ściskać.
Kiedy ją puścił, ręcznik zsunął jej
się na kolana. Ta pisnęła i szybko nasunęła ręcznik z powrotem na swoje nagie
ciało.
-
Przepraszam – powiedział speszony Ikkaku.
Przez ułamek sekundy widział
Orichime nagą, stwierdził, że jest ładna, ale nie tak jak Yumichika. Jego ciało
było cudowne. Wpasowywało się w Madarame idealnie. Oni są w 100 procentach dla
siebie stworzeni. Jeszcze przez chwilę ubóstwiał, w myślach, swojego
ukochanego, gdy przerwała mu Inoue.
- Nic
się nie stało – powiedziała, zarumieniona. – Pójdę się ubrać, a ty tutaj
poczekaj. Zaraz zaczniemy naukę – oznajmiła i wyszła z pokoju. Wróciła po
niecałych 5 minutach.
Poszli razem do kuchni, by najpierw
naszykować składniki na dania. Ikkaku, mimo wcześniejszych obaw, świetnie sobie
radził. Przy niewielkiej pomocy dziewczyny, stworzył pyszne potrawy. Zrobił
rybę w panierce z jajek, którą zrobił całkiem sam. Chciał jeszcze raz ją
przygotować, bez wywoływania pożaru. Ugotował ulubioną zupę Ayasegawy. Pomogła mu
w tym Inoue i już wie co i jak przygotować. Nie wiedział czy jego partnerowi
będzie to smakować, ale przecież liczyły się chęci. Na deser postanowił zrobić
naleśniki z sosem czekoladowym. No ale, coś musiało pójść nie tak. Nie
wychodziło mu smażenie. Spalił wszystkie placki, aż do skończenia się ciasta.
Orichime, oczywiście, wkroczyła do akcji. Pokazała i wytłumaczyła mu wszystko.
Zrobili wspólnie kilka naleśników. Ikkaku po paru samodzielnych próbach, w
końcu zrobił idealnego naleśnika. Zadowolony z siebie postawił potrawy przed
Orichime. Nadszedł czas na degustację.
- I jak?
– zapytał Madarame, gdy dziewczyna skończyła próbować.
Ona jednak zastanawiała się dość
długo i przetrzymywała go w niepewności i zdenerwowaniu.
- Noo… -
zaczęła.
- Noo? –
niecierpliwił się.
- No. To
było pyszne – krzyknęła, uradowana.
-
Naprawdę?
- Tak.
Jak ugotujesz takie coś na kolacji, to Yumichika rozpłynie ci się w ramionach.
Madarame uśmiechnął się z rozmarzeniem. Oby tak się stało.
Nadszedł dzień urodzin Ayasegawy.
Ikkaku oczekiwał właśnie jego przybycia. Siedział zdenerwowany przy stole i
spoglądał na bukiet róż, który, jednak, postanowił sprezentować. Skorzystał z
pomysłu Ruki i zabrał ją ze sobą do sklepu, by pomogła mu wybrać. Ona chętnie
się zgodziła, chciała jeszcze odwiedzić Ichigo.
-
Ikkaku, jestem – usłyszał głos Yumichiki. Wybiegł mu na powitanie i mocno
uściskał, całując czule w czoło.
- Witaj, kochanie.
- Cześć
– odpowiedział Ayasegawa, cmokając go w usta.
- Chodź
– polecił Ikkaku i pociągnął swojego partnera z a rękę. Gdy byli już przed
pokojem, w którym mieli zjeść kolację, Madarame powiedział:
-
Zamknij oczy.
- Ale po
co? – zdziwił się brunet.
- Po
prostu zamknij. – Puścił jego dłoń i szybko pobiegł po kwiaty. Wrócił i
wprowadził go do pokoju.
- Możesz
otworzyć – powiedział drżącym głosem, Ikkaku.
Yumichika powoli rozchylił powieki
i aż zabrakło mu tchu, przez to, co zobaczył. Jego ukochany stał przed nim z
bukietem róż. Słabe światło, z trzech świec, które stały na stole, oświetlały
jego mocne rumieńce.
-
Wszystkiego Najlepszego, kochanie – powiedział Ikkaku i wręczył Yumichice
kwiaty. – Zrobiłem kolację.
Ayasegawie ze wzruszenia, aż
stanęły łzy w oczach i w sercu coś go przyjemnie ścisnęło. Boże, jego chłopak
był wspaniały. Wziął od niego bukiet i rzucił mu się w ramiona, namiętnie całując.
-
Dziękuję – wyszeptał i odsunął się od niego.
Madarame zaprowadził bruneta do
stolika. Usiedli i powoli spożywali przygotowaną kolacje.
- To
jest pyszne! – usłyszał nagle – Ty to zrobiłeś?
- Yhmm
- mruknął Ikkaku, oddychając z ulgą.
Bardzo się starał, by wszystko wyszło dobre i ładnie wyglądało.
- Jak
słodko – krzyknął Yumichika, gdy zobaczył naleśniki, a na nich serduszka
narysowane sosem.
Gdy już zjedli, poszli na spacer,
trzymając się za ręce. Była już noc, więc księżyc i gwiazdy oświetlały im drogę.
- Wiesz,
że nie musiałeś tego robić – odezwał się Yumichika.
Ikkaku przygryzł, niepewnie, dolną
wargę i popatrzył w oczy bruneta.
- Nie
podobało ci się? – zapytał.
- No coś
ty, to było pyszne i takie pięknie kwiaty. Starałeś się dla mnie i to mnie
bardzo uszczęśliwia. Ale mi wystarcza to, że przy mnie jesteś – westchnął
brunet.
-
Zrobiłem to, bo cię kocham – powiedział Ikkaku, przyciskając go do siebie i
całując czule.
- Ja też
cię kocham, łysolu – zaśmiał się i wtulił w niego jeszcze bardziej.
- Ej!
Nie jestem łysy – oburzył się Madarame.
- Tak,
tak, wiem. Tylko ogolony – westchnął i pocałował go szybko w policzek.

Łaaaaa ;^;
OdpowiedzUsuńTo było słodziachne! <3 Strasznie lubię ten parring, jestem naprawdę szczęśliwa mogąc przeczytać z nim opko w twoim wykonaniu ^^
Tak więc ten. Weny życzę ;33
Pozdrowionka ;>
To jest mój, drugi, ulubiony parring z Bleach'a, wiec musiałam coś z nimi napisać. Także życzę weny i pozdrawiam. :)
Usuń